sobota, 19 maja 2018

To trochę o mnie i co ja tu w ogóle robię

Cześć!
Mój pierwszy wpis na moim setnym blogu. Super!
Jak już napisałam w rubryczce "o mnie" mam 24 lata. Pracuję i czekam już rok na obronę pracy magisterskiej.. kiedyś, jeśli w końcu się obronie to na pewno rozwinę temat. Jak już wspomniałam na chwilę obecną pracuje i o dziwo, wbrew temu co słyszałam dookoła w liceum, pracuje w zawodzie wow. Ba, nawet lubię swoją pracę choć bywa nudna.. no ale nie można mieć wszystkiego :)


Co jeszcze o mnie? Wspomniałam na blogu, że jestem człowiekiem leniwym. Zapomniałam dopisać, że nie jest to lenistwo na zasadzie LEŻĘ NA ŁÓZKU JEM (choć i tak bywa) I JEDYNE GDZIE PÓJDĘ TO DO LODÓWKI PO KOLEJNE JEDZENIE. Nie...bardziej chodzi o mój słomiany zapał. Nawet nie wiesz ile razy w głowie miałam plan na zostanie milionerką, serio. No cóż, nie jestem. Zawsze się do wszystkiego bardzo nakręcam, w głowie mam ambitne plany, które realizuję.. przez tydzień. Potem PUF i po planach. Żeby nie było, coś tam w życiu co sobie zaplanowałam osiągnęłam! :) Głównie chodzi tu o postanowienia typu: nie jem słodyczy, nie jem kebsów, od jutra na zdrowo, biegam i siłownia 10 razy dziennie. Raz mi się udało wytrwać miesiąc.. Żeby nie było, uwielbiam sport (ale tylko jak jestem w "formie" jak już czuje się jak klocek, to dramat) bardzo lubię siłownie, niestety musiałam w ciągu ostatnich 3 miesięcy zrezygnować. Lubię biegać choć ledwo wytrzymuje 30 minut, ale biegam! Uwielbiam za to usiąść w piątek wieczorem z piwem w jednym ręku, kebabem w drugim i najlepiej z czipsami przed sobą i obejrzeć dobry horror (choć z takimi ostatnio ciężko), thriller lub coś w tym rodzaju. Broń Boże jakieś romanse, a tym bardziej komedie romantyczne. Jedyna jaka trawię to "Friends with benefits", taka życiowa. Lubię też tracić tygodnie przy serialach. Jeszcze jeśli są naprawdę dobre.. coś pięknego, nie szkoda czasu.


O, bardzo lubię też czytać książki..choć te, które są moim zdaniem najlepsze i robią na mnie największe wrażenie, potrafię czytać miesiącami. Nie wiem czemu mi tak wolno idzie, skoro takie coś jak "50 twarzy Greya" pochłonęłam w 3 dni.. A "Lśnienie" Kinga w 3 miesiące choć nie ma co porównywać sensu i przekazu obu książek. W tej chwili też męczę G. Mastertona od dobrych 2 miesięcy, choć bardzo mi się podoba.


Wracając do jedzenia ❤, lubię gotować i próbować nowych smaków, lubię kuchnię włoską (makarony to życie), meksykańską czy też azjatycką. Chyba nawet dobrze gotuję.. tylko nie znam umiaru jeśli chodzi o ostrą paprykę, pieprz cayenee czy inne ostre przyprawy. Najchętniej to na jedną porcje bym zużyła całą saszetkę. Mimo tak wielkich eksperymentów kulinarnych najlepszą potrawą na świecie, bez której nie wyobrażam sobie życia i mogłabym jeść codziennie, jest makaron z kiełbaską, cebulką i białym serem. I toną papryki. Boże...wczoraj zjadłam pół wielkiej miski. Jestem z siebie dumna.


Lubię też przeznaczać 3/4 wypłaty na kosmetyki, których nie potrzebuje. Ale tym chyba się nie wyróżniam :)? Bogu dzięki do makijażu potrzebuję jedynie tuszu, kredki, kredki do brwi.. i wsio. Gorzej z pielęgnacją... mogłabym otworzyć drugi Rossmann... chociaż wiem, że nie zabraknie w chwili kryzysu. Problem polega na tym, że tych "lepszych" kosmetyków często mi szkoda...i zabieram się za nie dzień przed upływem ważności. To jest dopiero głupota. No cóż..


Coś niebezpiecznie mi się ta lista "co lubię" wydłuża.. ale to już chyba ostatnia rzecz! Lubię podróże! Uwielbiam je planować i organizować, lubię zwiedzać, poznawać historię, choć póki co za dużo w swoim życiu nie zwiedziałam to plany są wielkie. Niestety ambicja i chęć corocznego wchodzenia.. zbyt duże słowo.. planowania wejścia! na Rysy mi psuje plany zwiedzania całego świata, bo póki nie stanę na szczycie wakacje w innym miejscu nie wchodzą w grę. Miałam to zrobić już w zeszłe wakacje, niestety podczas próby zdobycia innego szczytu włączył mi się paniczny lęk wysokości, przez co Rysy dnia następnego odpuściłam. No nic, w tym roku też są wakacje i też są plany zdobycia szczytu. Jeśli oczywiście wcześniej sprawdzę się na innych. Nie jestem jedną z tych co na Giewont idą w szpilkach, czy sandałach (którymi przepraszam ale gardzę, i szpilkami i sandałami).


Tak więc na pewno będę tu wspominała o siłowni, bieganiu, jedzeniu, filmach, serialach, książkach, kosmetykach i jakiś tam moich wycieczkach. O wszystkim w sumie! No ale od czegoś trzeba zacząć. Jak już pisałam, nie mam jednej życiowej pasji. Może życie jest zbyt krótkie i ciekawe żeby się zamykać na jedną rzecz i lepiej brać z wszystkiego po trochu? Albo jeszcze nic takiego nie znalazłam.. nie wiem.

A co ja tu w ogóle robię? No cóż, kupiłam sobie planner, "hepi planer", żeby jakoś to wszystko poukładać. Postanowiłam przez to też założyć bloga, poniekąd żeby wyrobić w sobie pewną systematyczność. Żeby może i siebie samą z postanowień rozliczać jakoś. NIE WIEM. Założyłam. Będę pisać. Sama lubię czytać blogi, generalnie lubię czytać, czy to książki, wiadomości.. cokolwiek. No nic, spróbuję i ja! Może to będzie sposób na lepsze planowanie i realizację celów.

Na koniec dodam jeszcze piękne zdjęcie mego nowego plannera. Jest piękne ponieważ to moje pierwsze zdjęcie "tego typu", czyli takie bardzo instagramowe i w ogóle och.

To by było na tyle :) Będę wdzięczna za jakiekolwiek komentarze i rady dla świeżaka, bo sama nie wiem co jak i gdzie ustawić haha :)!
Dzięki i do zobaczenia :)!